F15-C Eagle
Na podstawie filmu „The Basics of Just War” opublikowanego na kanale Joela Biermanna, wykładowcy Concordia Seminary w St. Louis.
Wielu chrześcijan ma jedynie mgliste pojęcie na temat wojny sprawiedliwej i nie do końca rozumie znaczenie tej koncepcji. Warto zatem przybliżyć jej podstawy w osobnym artykule. To temat istotny nie tylko dla wojskowych, ale dla wszystkich osób, które słyszą doniesienia o dramatycznych wydarzeniach na świecie i zastanawiają się, jak należy ocenić poszczególne decyzje polityków.
Teoria wojny sprawiedliwej głosi, że da się prowadzić wojnę w moralnie właściwy sposób. Być może niektórzy od razu zaprotestują i będą argumentować, że jakakolwiek przemoc, zabijanie i przelew krwi są antychrześcijańskie, bowiem sprzeciwiają się Bożym zamiarom wobec ludzkości. Owszem, w perspektywie eschatologicznej nie będzie już przemocy i zabijania [por. Iz 2,4], jednak w świecie pełnym zła Bóg dał sprawującym władzę „miecz” [por. Rz 13,2]. Filip Melanchton w artykule XVI Wyznania Augsburskiego pisze tak: „O sprawach publicznych Kościoły nasze uczą, że prawnie powołane władze publiczne są dobrodziejstwem Bożym i że chrześcijanie mogą sprawować urzędy, wymierzać sprawiedliwość, rozsądzać sprawy na podstawie obowiązujących praw cesarskich i innych oraz wymierzać sprawiedliwe kary, mogą też uczestniczyć w sprawiedliwych wojnach, służyć w wojsku…”. Rządy mają zatem władzę miecza do wymierzania sprawiedliwości.
Zagadnienie wojny sprawiedliwej podejmowano od starożytności. Refleksje na ten temat znajdujemy m.in. u Arystotelesa i Cycerona. Później teorię wojny sprawiedliwej rozwinęli chrześcijańscy autorzy, w szczególności Ambroży, Augustyn i Tomasz z Akwinu, który objaśnia ją w swojej „Sumie Teologicznej”. Jednak prawdopodobnie najwięcej pracy na tym polu wykonał holenderski teolog Hugo Grocjusz — prawie wszystko, co mamy dziś do powiedzenia o wojnie sprawiedliwej, czerpie z dorobku Grocjusza.
Tradycyjnie mówiło się o dwóch kryteriach wojny sprawiedliwej. Obejmowały one to, co miało miejsce przed wojną (ius ad bellum — prawo do wojny) oraz podczas wojny (ius in bello — prawo wojny). Współcześnie często wyszczególnia się trzecie kryterium, które dotyczy sytuacji po wojnie (ius post bellum — prawo po wojnie).
Na czym polega więc kryterium ius ad bellum? Zasadniczo sprowadza się do sześciu kwestii:
1) Prawowita władza — Czy osoba, która prowadzi wojnę, jest do tego upoważniona? Czy działa w imieniu publicznej władzy powołanej przez Boga, czy raczej jest to rebelia bądź pucz? (Oczywiście, to, na ile dana władza jest prawowita, bywa nieraz dyskusyjne).
2) Słuszny powód — Dlaczego przystępujemy do wojny? Czymś dobrym jest np. obrona własnego kraju — to zadanie władzy, aby dbać o obywateli. Usprawiedliwione jest także ukaranie zła, które dzieje się w jakimś innym kraju.
3) Blisko związana z poprzednim punktem jest właściwa intencja — Co tak naprawdę staramy się osiągnąć? Na jaki rozwój wypadków liczymy? Czy chcemy ochronić kogoś, kto jest niesłusznie krzywdzony? Czy ostatecznie pragniemy w pokoju koegzystować z innym państwem? Niegodziwą intencją byłoby w szczególności ludobójstwo czy ekspansja terytorialna dla samego faktu ekspansji.
4) Realna szansa powodzenia — Czy mamy perspektywy, aby w ogóle wygrać tę wojnę? Ten punkt dla wielu ludzi jest zaskakujący, zwłaszcza jeśli uważają, że należy walczyć za wszelką cenę. Jednak, będąc na z góry straconej pozycji, jest czymś nieroztropnym zużywać zasoby i poświęcać ludzkie życie nawet w imię słusznej sprawy. Czasami odpowiednim wyjściem jest poddanie się. Nawet w Biblii czytamy: „który król wyruszając na wojnę z drugim królem, nie usiądzie, by najpierw rozważyć, czy będzie mógł z dziesięcioma tysiącami wystąpić przeciwko dwudziestu tysiącom tego, który nadciąga przeciw niemu? Jeśli zaś nie, to gdy jeszcze jest daleko, wysyła poselstwo i prosi o pokój” [Łk 14,31n]. Trzeba więc ocenić, jakie mamy szanse powodzenia.
5) Ostatni środek — Czy wojna jest jedynym sposobem na osiągnięcie naszych celów? Czy próbowaliśmy dyplomacji? Czy wywieraliśmy presję poprzez sankcje? Czy wojna jest ostatnim środkiem, po który sięgamy?
6) Proporcjonalność środków do celów — Czy wysiłki, które włożymy w wojnę, będą proporcjonalne do tego, co osiągniemy? Innymi słowy, czy wojna jest tego warta? Czy konflikt nie jest dla nas zbyt obciążający?
Przyjmijmy, że uznaliśmy, iż możemy przystąpić do wojny. Jakimi zasadami powinniśmy się kierować przy samym prowadzeniu działań wojennych? Tu na pierwszy plan wysuwają się dwie kwestie:
1) Proporcjonalność — Czy używamy sił zbrojnych w sposób adekwatny do problemu? Czy nasza odpowiedź na agresję jest proporcjonalna? Jeśli np. wróg wyśle mały oddział piechoty, żeby przekroczył granicę i zniszczył kilka pojazdów, to nie można w odwecie zbombardować każdej wioski w odległości 100 km od granicy. Byłoby to skrajnie nieproporcjonalne.
2) Zasada rozróżniania — Czy staramy się ograniczać do minimum straty wśród ludności cywilnej? Osoby niebiorące udziału w walkach nie mogą stanowić celu ataku. W przypadku, gdy cała gospodarka wrogiego państwa jest skoncentrowana na wojnie, ta kwestia się komplikuje, bo kto wtedy tak naprawdę jest naszym przeciwnikiem? Niemniej, co do zasady trzeba rozróżniać walczących żołnierzy i cywilów.
Jeśli chodzi o ius post bellum, należy wziąć pod uwagę kilka rzeczy:
1) Czy mamy zdolność do tego, aby zaprowadzić ład po zakończeniu wojny? Niekoniecznie chodzi o przejęcie bezpośredniej kontroli nad obszarem obcego państwa, ale trzeba pomóc w ustanowieniu tam porządku. Czy wojna spowoduje, że w danym regionie pogłębi się chaos?
2) Czy po zakończeniu wojny będziemy w stanie wymierzyć sprawiedliwość? Czy zbrodniarze zostaną ukarani? Zbrodnie wojenne muszą być rozliczone, nie można ich zamiatać pod dywan.
3) Wreszcie kwestia pojednania. Czy po wojnie będzie więcej współpracy między narodami? Czy uda się osiągnąć trwały pokój? Mamy przykłady z historii, gdzie to zadziałało — po II wojnie światowej rozwinęły się przyjazne stosunki między Japonią a USA. Dawni wrogowie czasami naprawdę stają się sojusznikami, to jest możliwe.
Te wszystkie reguły są dość rygorystyczne. Jeśli popatrzymy np. na amerykańską historię, to trudno wskazać wojnę, która byłaby jednoznacznie sprawiedliwa. Nawet jeśli spełnione było kryterium ius ad bellum, to metody prowadzenia wojny bywały niewłaściwe. Wielu sądzi, że tak było w przypadku II wojny światowej. Powody przystąpienia USA do wojny wypełniały znamiona wojny sprawiedliwej. Problem stanowiły poszczególne działania wojenne. Na myśl od razu przychodzą bomby jądrowe zrzucone na Japonię — można o tym długo dyskutować. Innym przykładem mogą być naloty dywanowe np. na Drezno. Były one wymierzone w ludność cywilną, aby złamać ducha społeczeństwa. To zdecydowanie nie spełnia wymogów wojny sprawiedliwej. Ktoś może powiedzieć, że te posunięcia były uzasadnione, ale nawet wówczas, dokonując ich oceny, trzeba potraktować zarzut złamania ius in bello z pełną powagą.
Wymienione kryteria są pomocne, gdy zastanawiamy się, jaką postawę przyjąć wobec różnych wydarzeń w dzisiejszym świecie. Rozwiązaniem nie jest izolacjonizm. Nie można przechodzić obojętnie wobec zła, które dzieje się w innym kraju. Chrześcijanie powinni dążyć do zaprowadzenia sprawiedliwości na całym świecie. Owszem, trzeba brać pod uwagę szanse powodzenia i inne wskazane już wyżej kwestie. Jednak gdy istnieje ku temu sposobność, to publiczne władze powinny interweniować również na obcym terenie, aby powstrzymać jawną niesprawiedliwość.
Tłumaczenie i opracowanie: Grzegorz Żarnecki