Rembrandt, „Przypowieść o robotnikach w winnicy”
Kazanie wygłoszone na nabożeństwie nieszpornym 7 lutego 2026 r. w Krakowie na podstawie Ewangelii Mateusza 20,1-16
Królestwo Niebios jest bowiem podobne do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby wynająć robotników do swojej winnicy. Uzgodnił z robotnikami zapłatę jednego denara za dzień i posłał ich do winnicy. Około godziny trzeciej wyszedł ponownie i zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie. Im również powiedział: Idźcie i wy do winnicy, a i was sprawiedliwie wynagrodzę. Wtedy oni poszli. Około godziny szóstej i dziewiątej wyszedł znowu i postąpił tak samo. Gdy wyszedł jeszcze około godziny jedenastej, napotkał innych, którzy tam stali i zapytał: Dlaczego tu stoicie przez cały dzień i nie pracujecie? Oni odpowiedzieli: Bo nas nikt nie wynajął. Powiedział im: Idźcie i wy do winnicy. A kiedy nastał wieczór, pan winnicy polecił swojemu zarządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, zaczynając od ostatnich, a kończąc na pierwszych. Gdy przyszli najęci około godziny jedenastej, otrzymali po denarze. Kiedy więc podeszli pierwsi, spodziewali się, że dostaną więcej, ale i oni otrzymali po denarze. Wzięli zapłatę, ale narzekali na gospodarza: Ci ostatni tylko godzinę przepracowali, a zrównałeś ich z nami, choć my znosiliśmy trudy dnia i spiekotę. Wtedy on odpowiedział jednemu z nich: Przyjacielu, nie krzywdzę cię. Czyż nie zgodziłeś się na denara za dniówkę? Zabierz, co twoje i odejdź. Chcę bowiem tego ostatniego wynagrodzić tak samo jak ciebie. Czy z tym, co moje, nie wolno mi uczynić, co zechcę? Dlaczego zawistnym okiem patrzysz na to, że jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
Mt 20,1-16 [Biblia Ekumeniczna]
Łaska naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa niech będzie z wami wszystkimi.
Drodzy bracia i siostry, kiedy czytamy ten piękny i bogaty tekst Ewangelii, przypowieść o robotnikach w winnicy, pochopnie dochodzimy do wniosku, że znamy tę historię bardzo dobrze i łatwo możemy skończyć z różnymi interpretacjami opartymi na sposobie myślenia tego świata. Istnieje wiele pokus, które mogą nas prowadzić do wniosków zgodnych z pewnymi światopoglądami lub trendami. Bardzo łatwo możemy ulec pokusie entuzjastycznego myślenia, że winnica jest polem pracy, na które przychodzimy i „zarabiamy” sobie łaskę Pana, lub, co gorsza, że to nasze postępowanie w życiu może „skłonić” Pana do okazania nam łaski. Cóż za niebezpieczna pokusa! Nic dziwnego, że Benedykt wprowadził swoje zasady życia monastycznego, aby bracia w wierze nie rywalizowali między sobą w życiu ascetycznym. Skromność, szacunek i pracowitość służą zwalczaniu głównego grzechu, jakim jest tutaj pycha. Inne pokusy są bardziej przyziemne, bardziej światowe. Wykorzystują one tekst Ewangelii, nadużywają go i tworzą niebezpieczną i kuszącą mieszankę, niczym trujący gulasz. Niektórzy mogą wyciągnąć z tego tekstu błędny wniosek, że królestwo Boże na ziemi nadejdzie, gdy wszyscy ludzie będą mieli takie same żołądki, takie samo jedzenie i ogólnie takie same prawa, niezależnie od tego, jak sobie radzą. Inni interpretują ten tekst dokładnie odwrotnie, zwłaszcza gdy wywodzą z niego absolutną swobodę dysponowania własnością bez ponoszenia odpowiedzialności, gdy wyciągają tak brutalny i nieodpowiedzialny wniosek z wersetu 15, który brzmi: „Czy z tym, co moje, nie wolno mi uczynić, co zechcę? Dlaczego zawistnym okiem patrzysz na to, że jestem dobry?”. Wówczas pracodawca lub biznesmen jest postrzegany jako suwerenny właściciel swojej własności i decydent w sprawie wysokości wynagrodzenia swoich pracowników, bez żadnych ograniczeń i odpowiedzialności. Cóż za smutny i okrutny wniosek – i cóż za błędna interpretacja tekstu Ewangelii!
Podejście w duchu konfesyjnego luteranizmu może tu pomóc. W każdym fragmencie Pisma przypatrujemy się czy jest tam Prawo lub Ewangelia. Gdy Prawo nas oskarża i pokazuje nędzę naszego grzechu, wówczas Ewangelia przynosi nadzieję i uniewinnienie od naszego Zbawiciela. Zatem przejdźmy w ten sposób do tekstu.
Widzimy napięcie, dychotomię, rozdźwięk między panem domu, którym jest Pan Bóg, a tym, co znajduje poza swoim domem, a mianowicie na rynku, a następnie w winnicy, zwłaszcza w zachowaniu robotników i ich życiu. Wszyscy ludzie, których widzimy w przypowieści, są robotnikami. Jesteśmy robotnikami i musimy nimi być, bracia i siostry. W raju praca była twórczą i przyjemną czynnością, w której człowiek mógł dostrzec swoje imago Dei, troszcząc się o Boże stworzenie, które zostało powierzone mężczyźnie i kobiecie. Następnie, po upadku (Rdz 3), praca nie jest już tak twórcza (w rzeczywistości mistrzowie renesansu nigdy nie myśleli o swoich własnych zdolnościach twórczych, ale o odkrywaniu piękna w stworzeniu jako dowodzie istnienia Boga i Jego dobroci) i nie jest już tak przyjemna, a raczej jest pracą, często prozaiczną, powtarzalną, a czasem pełną zmagań i bólu. Ale mamy pracować, mamy pracować uczciwie, aby nie tylko utrzymać siebie, ale także pomagać i wspierać naszego współmałżonka, naszą rodzinę lub naszego sąsiada, jak nakłania nas apostoł. Nie będziemy kraść ani pożądać! Lenistwo, chciwość i zazdrość są godnymi ubolewania wadami. Luter posunąłby się nawet do stwierdzenia, że powinniśmy modlić się o „chleb powszedni”, ponieważ powinniśmy codziennie pracować i codziennie mieć pożywienie na stole, a nie polegać na odsetkach, oszczędnościach lub zyskach ani budować na nich naszego życia. Z przypowieści możemy wyciągnąć jeszcze jedną naukę dotyczącą naszej codziennej pracy. Robotnicy zostali zatrudnieni i wysłani, tzn. zostali powołani, otrzymali powołanie. Pracujemy w ramach powierzonych nam powołań, dzięki którym nie tylko otrzymujemy „chleb powszedni” na nasz stół, ale także służymy naszym bliźnim i kochamy ich w ten sposób. Powołanie, które otrzymujemy, jest zgodne z naszymi darami i jesteśmy odpowiedzialni za to, co nam zostało dane. Jako robotnicy nie jesteśmy aktywistami, którzy biegają tu i tam bez powołania, bez odpowiedzialności i miłości, szukając tylko własnego usprawiedliwienia, okazywania cnót lub dobrego samopoczucia. Jak mawiał Luter, służąca dojąca krowę ma równie ważne powołanie od Boga, w którym kocha swojego bliźniego, jak cesarz rządzący swoim królestwem dla wspólnego dobra i sprawiedliwości.
W przypowieści targowisko, winnica i to, co na zewnątrz winnicy symbolizują świat. A co widzimy na targowisku, poza winnicą i w winnicy? Widzimy bezczynność, czyli lenistwo, o którym mówiliśmy powyżej. Widzimy również, że praca była ciężka, a warunki nie były łatwe („trudy dnia” i „spiekota”). Wszyscy możemy odnieść się do tych trudnych i ciężkich warunków pracy, zwłaszcza ci z was, którzy pracują na zewnątrz lub wykonują prace fizyczne, ale praca z ludźmi również nie jest łatwa (wszyscy nauczyciele mogą opowiedzieć wam swoje historie). Widzimy też narzekania na pana domu. W tych narzekaniach dostrzegamy inne grzechy, a mianowicie pożądliwość przejawiającą się zazdrością, chciwością, dumą lub gniewem wobec pana domu i współpracowników. Bracia i siostry, historia robotników jest dla nas bardzo zrozumiała, nawet wszystkie ich wady. Mówi się, że Czesi są najbardziej narzekającym narodem. Czasami zazdrościmy ładnego domu, dobrej pracy, drogiego samochodu lub pięknej dziewczyny lub przystojnego lub bardziej odnoszącego sukcesy męża (wpiszcie w puste miejsce swoją słabość). Czasami jesteśmy chciwi, gdy pragniemy więcej pieniędzy lub więcej majątku z rodzinnej posiadłości, lub w postaci wynagrodzenia, lub gdy nie pracujemy tak, jak powinniśmy, mimo że dobrze zarabiamy. Jesteśmy dumni, gdy uważamy się za lepszych od innych, niezależnie od tego, czy chodzi o dobra materialne, prawość czy pobożność. A gniew – wystarczy przypomnieć sobie, kiedy byliście źli na członka rodziny, współmałżonka, szefa, powolną kasjerkę lub kierowcę autobusu, który nie poczekał na was. Jesteśmy jak robotnicy z przypowieści – jesteśmy grzesznikami i bez względu na to, co o sobie myślimy i jak bardzo się staramy, jesteśmy niewolnikami grzechu, jak mówi apostoł.
Ale już na samym początku tekstu Ewangelii widzimy nadejście Królestwa Bożego, dobrą nowinę o przyjściu Pana i Zbawiciela: „…gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby wynająć robotników do swojej winnicy…”. Ludzie stoją bezczynnie na rynku lub na ulicach, nie podchodzą do gospodarza domu, nie szukają go, aby zostać zatrudnionymi, otrzymać wynagrodzenie, nie zdają sobie nawet sprawy, że potrzebują zatrudnienia – to gospodarz domu wychodzi na ulice, na rynek i wzywa ich, zatrudnia ich, a przychodzi wcześnie rano, pośpiesznie, z pilną sprawą. Bracia i siostry, czy widzicie swojego Zbawiciela, który przyszedł na świat dla was? Czy widzicie Chrystusa przychodzącego na ten świat, aby was powołać poprzez swoje słowo zapisane i głoszone?
Następnie pan domu, po wezwaniu robotników, uzgadnia z nimi lub oferuje im denara za dzień pracy. Denar był uczciwą zapłatą za dzień pracy. Wydaje się, że nie ma tu jeszcze zbyt wielu negocjacji, które pojawiają się później w przypowieści, gdy dzień pracy dobiega końca i należy wypłacić wynagrodzenie. Wydaje się, że denar za dzień pracy jest obietnicą hojnej oferty, która zostaje przyjęta z radością. Bracia i siostry, czy dostrzegacie wszystkie inne obietnice Chrystusa, kiedy obiecuje nam, że nie musimy martwić się o to, co będziemy jeść, pić lub w co się ubierać, ponieważ Ojciec niebiański wie, że tego wszystkiego potrzebujemy? A potem, czy dostrzegacie, jak wszystkie te obietnice są hojnie i z miłością wypełniane, kiedy patrzymy na nasze życie, nasze domy i kiedy modlimy się z radością i wdzięcznością przy naszym stole: „Przyjdź, Panie Jezu, bądź Gościem nam i pobłogosław to, co z łaski dajesz sam”.
Konflikt i skandal wynikają z wersetu 10. Ci, którzy zostali zatrudnieni jako pierwsi, wcześnie rano, narzekali, ponieważ sądzili, że otrzymają wyższe wynagrodzenie niż ci, którzy zostali zatrudnieni później w ciągu dnia, ponieważ pracowali więcej i dłużej. W wersecie 13 pan domu udziela im krótkiej i sprawiedliwej odpowiedzi: nie popełniono żadnego zła, zapłacono zgodnie z umową. Ale potem następuje skandal, gdy pan domu mówi: „Chcę bowiem tego ostatniego wynagrodzić tak samo jak ciebie … Dlaczego zawistnym okiem patrzysz na to, że jestem dobry?”. Tak więc królestwo niebiańskie jest takie: „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi”. Cóż za skandal dla świata i cóż za upokorzenie dla naszej dumy! Ale, bracia i siostry, dostrzeżcie dobrą nowinę o łasce Bożej: z miłości i dobroci Bóg postanowił dać łaskę za darmo, bez względu na nasze zasługi. Nie powinniśmy zazdrościć hojności Zbawiciela świata, który chce zbawić wszystkich ludzi. Wszystkie nasze dobre uczynki są niczym w porównaniu z Bożą sprawiedliwością i świętością. Jeśli tylko nie obrażamy się na Jego hojność, możemy z radością i zadowoleniem przyjąć jedyną prawdziwą równość, jaka istnieje – łaskę naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa, który umarł za wszystkich, bez względu na to, czy są pierwsi, czy ostatni, i uczynił ich prawdziwie równymi w swoim miłosiernym darze życia wiecznego. Niech świat narzeka i szydzi, ale dla was niech będzie to czysta radość z niezasłużonego daru od waszego niebiańskiego Ojca, który przygotował dla was miejsce i ucztę w swoim domu, niczym słodki i radosny przyjazd do domu. Amen.
ks. Martin Damašek