Philippe de Champaigne, „Vanitas”
„Ty znowu człowieka w proch obracasz i mówisz: Wracajcie, synowie ludzcy! Albowiem tysiąc lat w oczach Twoich jest jak dzień wczorajszy, który przeminął, i jak straż nocna”.
Ps 90,3-4
Z ust dzieci nie raz słyszymy pytanie: Daleko jeszcze? Kiedy? Ile jeszcze trzeba czekać (aż nastanie Gwiazdka i będzie można otworzyć prezenty)? Jednak niecierpliwość to nie tylko problem maluchów. Czekamy na weekend, na urlop, na moment, kiedy będziemy mieli lepszy samochód, większe mieszkanie, więcej odłożonych pieniędzy…
Oczekiwanie jest trudne. Mieli z tym już problem wierni jerozolimskiego prazboru. Byli przekonani, że wszystkie obietnice Pana Jezusa spełnią się lada moment. Szczerze wierzyli, że zobaczą, jak Zbawiciel powtórnie przyjdzie w chwale, jeszcze za ich życia. Pełni niezachwianej wiary wołali „Maranata”: Przyjdź rychło, Panie!
Lecz Chrystus wstrzymywał się ze Swym przyjściem. Czyżby miał nie dotrzymać Swej obietnicy? Niejeden wierny stawiał (i stawia) sobie pytanie o sens życia. Czy warto jeszcze kroczyć ścieżką wiary, żyć zgodnie z nakazami Biblii?
Bóg ma jednak zupełnie inne podejście do czasu. U Niego nie ma różnicy między dniem a tysiącem lat. Dlatego apostoł Piotr skierował do wiernych następujące słowa: „Pan nie zwleka z dotrzymaniem obietnicy, chociaż niektórzy uważają, że zwleka, lecz okazuje cierpliwość względem was, bo nie chce, aby ktokolwiek zginął, lecz chce, aby wszyscy przyszli do upamiętania”. [2 P 3,9]
Jest to wezwanie, które tegoroczny Adwent kieruje także do nas. Mamy jeszcze czas się upamiętać. Zreflektować nasze życie i „przestawić” je na inne tory. Bóg cięgle czeka i kieruje ku nam swą wyciągniętą dłoń. Pytanie jak długo?
Piotr Kirsch